anima humana logo stowarzyszenie anima humana opp poczta anima humana
Wybierz język... flaga polska flaga niemiecka

darek czernecki zdjecie

MAŁA PANI MARBEL - opowiadanie

Przedstawiam Państwu opowiadanie autorstwa Luise Risner: „ Die kleine Frau Marbel”. Impulsem do jego prezentacji są założenia działalności naszego Stowarzyszenia, którego członkowie zawsze będą przekonywać seniorów, że są najważniejsi na świecie.

marbel w jadalni by Marta Czernecki Pani Marbel całe lato przeleżała w szpitalu i teraz po powrocie znowu siedziała w jadalni Domu Opieki, w którym mieszkała od kilku lat. Była jeszcze bardzo słaba, nogi i ręce drżały jej, a mówienie sprawiało ból. Próbowała jeść zupę, ale po kilku rozlanych łyżkach, zrezygnowała.
– Ona nie je. – wymamrotała stara kobieta siedząca obok niej.
– Nie smakuje Pani? – zaczęli inni głośno pytać.
Pani Marbel szybko zaprzeczyła i dodała, że jest już najedzona.
– Ona się już najadła! – powtarzali wszyscy i głośno przy tym się śmiali.
Sąsiadka Pani Marbel szepnęła:
– Niech mi Pani da tę zupę!
Pani Marbel przesunęła talerz do staruszki, a ta natychmiast zaczęła szybko jeść.
– Ona podarowała jej zupę! – dały się słyszeć niezadowolone głosy pozostałych staruszków.
Staruszka zaczęła jeść jeszcze szybciej i jednocześnie z lękiem i złością rozglądała się dookoła. Ktoś głośno powiedział:
– Kiedy komuś daje się jedzenie to musi się to odbywać sprawiedliwie!
– Kto nie je ten umiera. – odezwała się nagle znad zupy staruszka i dalej jadła.
– Tak, – powiedział ktoś. – wiele jest niepotrzebnych gęb do żywienia na świecie.
Pani Marbel siedziała blada, skulona wpatrzona w blat stołu i nikt nie zwracał na nią uwagi. Wszyscy patrzyli na staruszkę, która jakby gotowa do ataku wymamrotała:
– Każdy musi wiedzieć jak pozostać przy życiu. Żywy jest żywy, a martwy-martwy.
Potem weszła do jadalni siostra Martina z miską pełną sałatki ziemniaczanej i wszyscy zamilkli. Pani Marbel wstała i ze słowami:
– Niedobrze się czuję. – wyszła.
Pomimo osłabienia chciała się przewietrzyć i włożywszy płaszcz poszła do pobliskiego parku miejskiego. Usiadła na ławce i przyglądała się przechodniom. Obok na ławce siedział młody mężczyzna w towarzystwie żołnierza-inwalidy. W pewnym momencie młody mężczyzna osunął się z ławki na ziemię i upadł twarzą w piach leżący na alejce parkowej.
– Zemdlał. – powiedział jego sąsiad trącając go laską.
Po chwili młody człowiek podniósł się z ziemi i zmieszany powiedział:
– To już dzisiaj 3 raz.
– To z głodu. – stwierdził żołnierz i podał mu kawałek chleba. – Weź, zaraz będzie ci lepiej.
Młody człowiek zjadł chleb, podziękował żołnierzowi i odszedł.
– Tak to jest z głodu z tymi młodymi. – dodał jeszcze na głos żołnierz.
Pani Marbel usłyszawszy to wstała i wróciła do Domu Opieki. Spotkała siostrę Martinę na korytarzu i zapytała:
– Siostro, czy my tutaj w Domu Opieki mamy więcej jedzenia niż ludzie na zewnątrz?
– Trochę więcej. Ale dlaczego pytasz? – odparła siostra
– Na zewnątrz widziałam jak młody człowiek zemdlał z głodu.
– Tak, taki jest ten świat. Polityka światowa.
– Ale dlaczego my mamy więcej jedzenia niż inni? – dopytywała się Pani Marbel.
– Dlatego, że starsi ludzie wymagają większej opieki, tak jak dzieci. Ci pomiędzy muszą sobie jakoś radzić sami...
– Ale czy to jest w porządku. Na przykład ja. Jestem niepotrzebna nikomu. Jem, jem i.... – zamilkła.
– Co też Pani mówi! – oburzyła się siostra. – Całe życie ciężko Pani pracowała. Wychowała Pani pięcioro swoich dzieci i jedno adoptowane. Jak można pozwolić starszym ludziom głodować? A teraz do łóżka bo takie pytania rodzą się ze słabości. Na pewno ma już Pani gorączkę.

Wieczorem Pani Marbel zabrała metalową puszkę, włożyła do niej połowę kiełbasy i kawałek chleba z kolacji. Było jeszcze dosyć jasno na dworze więc wzięła puszkę i poszła do parku. Spotkała tam młodą ciężarną kobietę i pokazując jej zawartość swojej puszki zaproponowała:
– Jeśli jest Pani głodna to proszę. Nie ma tego wiele.
– Nie mateczko. – odrzekła ciężarna uśmiechając się pobłażliwie. – Zjedz to lepiej sama.
Zawiedziona Pani Marbel patrzyła za oddalającą się kobietą. Po chwili przechodził kulejący mężczyzna, który na dodatek głośno kaszlał. Na propozycje Pani Marbel odpowiedział tylko:
– Każdy musi dbać o siebie.
Staruszka próbowała coś powiedzieć, ale mężczyzny już nie było.

Następnego dnia rano zabrała ze sobą do parku, oprócz puszki, jeszcze buteleczkę mleka i dwie małe bułeczki. Zawołała do siebie dwóch chłopców bawiących się nieopodal.
– Nie dziękujemy. – powiedział starszy z nich. – Już jedliśmy śniadania.
– Weź proszę. – powiedziała staruszka do młodszego z chłopców, który przyglądał się kawałkowi kiełbasy.
Ale straszy pociągnął młodszego za rękaw ze słowami:
– Nie wolno nam brać niczego od obcych.
Potem pojawił się ten sam żołnierz-inwalida, którego widziała poprzedniego dnia.
– Co to babciu zabrałaś ze sobą śniadanie do parku?
– Nie. – zaprzeczyła i zaraz zapytała. – Czy pan zna tego młodego człowieka, który wczoraj zemdlał?
– Nie, nie znam. Takich ludzi jest w naszym mieście wielu.
– A wie pan może gdzie mieszka?
– Tego też nie wiem. – odparł inwalida.
Staruszka wstała i poszła do najbliższego kościoła. Spotkawszy księdza powiedziała:
– Potrzebowałabym adres głodnych, potrzebujących ludzi. Mam trochę jedzenia i chciałabym się z nimi podzielić.
– To bardzo ładnie – odparł ksiądz. – ale powinna Pani sama to zjeść, bo nie wygląda Pani dobrze.
– Sama wiem najlepiej co powinnam zrobić.
– Tak, tak na pewno... Ale nie robi Pani dobrze. Ciało należy do Boga i nie mamy prawa go niszczyć. Nie dając swojemu ciału tego co potrzebne, niszczymy je.
– Tak może każdy powiedzieć i potem spokojnie być sknerą! – wymamrotała staruszka.
– Jeśli nie chce Pani posłuchać mojej rady....
– Nie. Sama wiem najlepiej co jest dobre. – powiedziała jeszcze i szybko wyszła z kościoła.

marbel w parku by Marta Czernecki Po południu dołożyła do puszki jeszcze jabłko. Poszła do parku, ale tym razem postawiła puszkę na ławeczce, a sama schowała się w pobliskich zaroślach. Ale bawiące się niedaleko dzieci zauważyły ją. Jeden chłopak powiedział coś do drugiego i... kopnęli piłkę wprost w puszkę. Puszka spadła na ziemię, jedzenie wysypało się, butelka z mlekiem roztrzaskała się w drobny mak. Pani Marbel wyszła powoli z zarośli i posprzątała kawałki szkła. Wolnym krokiem, ze spuszczoną głową wróciła do Domu Opieki. Kiedy spotkała siostrę Martinę zapytała:
– Czy we mnie jest coś odpychającego?
– Ależ skąd to Pani przyszło do głowy? Jest Pani jedną z najczystszych osób w Domu.
– A gdybym poczęstowała Panią chlebem to zjadłaby go Pani?
– Oczywiście. – odparła bez wahania siostra.
– Kiedy człowiek jest już tak stary, że nie jest nikomu do niczego nie potrzebny – pytała staruszka drącym głosem. – to po co jeszcze żyje?
– Co za pytanie? Nikt nie może wiedzieć czy jest potrzebny czy nie.
– Ale jak nikt nikomu nie powie... – przerwała staruszka.
– Czego nie powie? – dopytywała siostra, ale Pani Marbel poszła już do swojego pokoju.

Następnego dnia staruszka znowu poszła do parku i zaproponowała kawałek kiełbasy dwom dziewczynkom.
– O! Kiełbasa! – zawołała młodsza z nich, wzięła ja szybko z ręki staruszki i dodała – Dziękuję!
Pani Marbel stała ze łzami szczęścia w oczach i patrzyła za oddalającymi się dziewczynkami. W pewnym momencie zauważyła, że starsza z dziewczynek powiedziała do młodszej:
– Fuj! Od obcej starej kobiety! Kto wie kim ona jest! Wyrzuć to szybko!
Młodsza popatrzyła z przerażeniem na starszą i.... szybko wyrzuciła kiełbasę na ziemię. Pani Marbel dłuższą chwilę stała w ciszy. Po chwili wolno ruszyła w kierunku zarośli, całe jedzenie wrzuciła w krzaki i wróciła do Domu.

Po obiedzie zaczęła porządkować pokój, spaliła kilka listów i poprzylepiała małe karteczki na każdej swojej rzeczy: „ Dla siostry Martiny ” – na małej, kolorowej poduszce, „ Dla siostry Hortensji ” – na kocu, „ Dla dziewczyny kuchennej ” – na dwóch obrazach na ścianie, „ Dla tego kto mnie znajdzie ” – na pościeli. Na końcu napisała na kartce „ Pieniądze na pogrzeb są w lewej, dolnej szufladzie komody. Życzę Wam wszystkiego dobrego. ” i położyła ją na stole. Po południu wyszła z Domu.

Szła długo. Najpierw wyszła z miasta, potem szła polami, lasami. Szła dzień, noc, znowu dzień i znowu noc. Była coraz słabsza, ale ciągle szła. Kolejnej nocy nie miała już więcej sił. Usiadła na ziemi, rozejrzała się wokół i cicho szepnęła:
– Tak. A więc to tutaj... – położyła się na ziemi i zamknęła oczy.

Kiedy znalazł ją przechodzący z owcami pasterz, pochylił się i zawołał:
– He, matko, śpicie?
Ponieważ nie ruszała się spojrzał w jej półotwarte oczy i powiedział po chwili do swoich owiec :
– Trup. – i poszedł spokojnie dalej.

Opracowano na podstawie:
Luise Rinser: „ Die kleine Frau Marbel ” w „ Die Erzählungen ” Aschehoug 1987;
Ilustracje: Marta Czernecki

Chcesz aby Nasza działalność dalej się rozwijała?
dotacja anima humana
Strona główna   Aktualności   Kontakt   Kopiowanie całości lub fragmentów bez zgody autora zabronione. monitoring pozycji admin Czernecki Dariusz Google