anima humana logo stowarzyszenie anima humana opp poczta anima humana

Z pamiętnika bulimiczki (fragment) cz.1

„Schwytana w sidła własnych niepokojących myśli,
upadająca, zupełnie sama, bezbronna, raniona, nieufna,
chora, cierpiąca, pragnąca śmierci, uwięziona w błędnym
kole depresji, torturowana przez własny umysł. Oto ja.”

- Kaja Platowska (z książki „Po prostu mnie przytul”)

Zacznę od tego, że odchudzam się już od 4 lat, wiadomo były wzloty i upadki na diecie. Raz angażowałam się bardziej, a i czasem ponosiłam klęski i się poddawałam. Przełomowy moment nastąpił 2 lata temu kiedy weszłam na wagę: 55kg.

Nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem znajomości i nikt nigdy nie powiedział mi, że jestem gruba, ale co z tego jak ja sama w sobie się taka właśnie czułam, spoglądałam na moje chudziutkie przyjaciółki, które ważyły 43kg i miałam nie czuć się gruba? W taki sposób powstały moje pierwsze poważne kompleksy, w sumie nigdy nie lubiłam swojego brzucha, miałam wrażenie, że noszę na nim miliony fetu. I zaczął się czas, że narzekałam na wszystko, na brzuch, nogi, ręce a nawet na tyłek. Czułam się okropnie i zaczęłam się odchudzać, tak bardzo, że dostałam obsesji na punkcie sportu, kalorii i straty jak najwięcej kilogramów. Chciałam dojść do wagi przyjaciółek by móc czuć się przy nich dobrze. Powiedziałam sobie: „Prosiaczku a teraz działaj z 55-43”. Tak się zaczęło.

bulimiczka Wstawałam rano, biegałam, jadłam na śniadanie kromkę razową z sałatą i piłam zieloną herbatę albo kupowałam tą z bio active na szybsze spalanie tłuszczu. Kolejno w każdym wolnym czasie skakałam na skakance i liczyłam wszystkie dotychczasowe kalorie – nigdy nie odejmowałam tych spalonych, miałam nadzieję że im mniej zjem tym prędzej schudnę. Na obiad gotowałam sobie warzywa i robiłam pierś z kurczaka na parze. Cały czas coś wymyślałam tak, że w domu już miałam na pieńku z każdym dlatego, że tego nie mogę, nie chcę, nie będę jeść. Wieczorem też biegałam, aż wreszcie przyszedł czas w którym weszłam na wagę: 48kg; ucieszyłam się! Ciągle walczyłam, ale nadal nie potrafiłam patrzeć w lustro, chciałam mniej, obiecałam sobie 43, ale nie miałam już sił i brakowało mi tego cukru, którego sobie cały czas odmawiałam. Mówię: „Będziesz prosiaczkiem, bo już nie masz siły – słabniesz” .
Zaczęłam jeść, wróciłam do cukru, słodyczy i nawet białego chleba. Zawsze uwielbiałam ciasta, sosy i makarony. Pierwszego, drugiego i trzeciego dnia się objadałam i zwracałam wszystko, mówię sobie „Prosiaczku, a może jeszcze nie wszystko stracone, możesz jeść to co lubisz i tracić na wadze” . Byłam głodna, jadłam do syta i zwracałam wszystko po czym nadal byłam pełna mimo pozornej mojej wewnętrznej czystości. Przez 11 miesięcy to ukrywałam, nikt nie wiedział, dobrze się maskowałam, czasem nawet zabierałam miskę do pokoju i wymiotowałam u siebie, jeśli mama była w domu, a nie w pracy. Czas leciał, a ja nawet wymiotując przytyłam 2kg. Załamałam się. Chciałam przestać jeść, ale nie potrafiłam. Więc każdy posiłek lądował w ubikacji, przestałam tolerować jedzenie w swoim żołądku, choć przez napady strasznie go rozciągnęłam, przez co zrobił się większy. Pamiętam ten dzień w którym panicznie się wystraszyłam, bo oprócz wymiotowania też się przeczyszczałam i nieważne, że na ulotce pisało: „Najdłuższy czas stosowania 5dni”, a ja to stosowałam codziennie, aż paczka się skończyła, a potem kupowałam następną. Doszło do tego, że po 11 miesiącach mojego maskowania, zaczęłam wymiotować krwią, wtedy powiedziałam mamie, najpierw mnie wyśmiała, ale ją rozumię, nie wiedziała, na czym polega ta choroba, później zapytała ile to trwa; mówię rok...
Pojechałyśmy do psychiatry, który miał specjalizacje od zaburzeń odżywiania, opowiedziałam swoją historię i co spotkanie mówiłam resztę po czym usłyszałam: „Diagnoza: Bulimia”. Wiedziałam, że to nie jest normalne, ale nadal mówiłam, że jestem zdrowa i nie potrzebuje pomocy, mówili mi, że oddział dzienny jest mi potrzebny, że sama z tego nie wyjdę. Dostałam skierowanie na terapie indywidualną, ale mama płakała, wyprosiła bym zgodziła się na zamknięcie w ośrodku.

Tak się zaczęło, do tej pory zmagam się z bulimią, ale tylko po to by znów móc przestać jeść, nadal chcę być chuda, teraz ważę 51kg i nadal unikam patrzenia w lustro, nienawidzę siebie, swojego ciała i swojej słabości. Ja niby biorę leki, bo może one zaleczą, ukoją, wyciszą... Nie! Nikt nie rozumie, że ja po każdym jedzeniu czuję się brudna od środka, strasznie gruba i okropnie brzydka.

Bonita Darłowska

(częściowo zachowano oryginalną pisownię)

Aby przeczytać kolejny fragment kliknij tutaj

Chcesz aby Nasza działalność dalej się rozwijała?
dotacja anima humana
Strona główna   Aktualności   Kontakt   Kopiowanie całości lub fragmentów bez zgody autora zabronione. monitoring pozycji admin Czernecki Dariusz Google