anima humana logo stowarzyszenie anima humana opp poczta anima humana

Z pamiętnika bulimiczki (fragment) cz.2

„Budzisz się rano i masz do dyspozycji albo nieokreślony lęk,
albo smutek. A czasami jedno i drugie. Chciałbym obudzić się
pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne,
na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja,
że nie zwariuję do reszty..”

- Jarosław Grzędowicz (z książki „Popiół i kurz. Opowieść ze Świata Pomiędzy”)

I nie mów, że wystarczy chcieć przestać. Kto chce, ten może, nie działa, w tym wypadku. A miałam zacząć od nowa. Dlaczego to jest takie trudne?

bulimiczka

Na bulimię choruje już dwa lata, nawet nie wiem kiedy to wszystko się zaczęło. Początkowo euforia spowodowana szybką utratą kilogramów a teraz to nawet nie wiem w jakim jestem stanie. Bulimia wyniszcza mnie bardziej psychicznie niż fizycznie. Przez bulimię ja znienawidziłam siebie, swoje ciało, swoją głupotę. Bo jak to można inaczej nazwać. Jak można się do takiego stanu doprowadzić. Chciałabym z tym skończyć, ale nie potrafię. Początkowo niewinne objadanie się i zwracanie wszystkiego raz na jakiś czas przerodziło się w codzienną męczarnię i walkę z samą sobą. W obecnej chwili zachowuje się jak maszyna, ta sama monotonia cały czas, jem, wymiotuje, jem, wymiotuje. Te obrzydzenie do samej siebie jest chyba najgorsze i ta bezradność przez bulimię zobojętniałam całkowicie, jakby ktoś ze mnie coś wyciął, coś bardzo ważnego. Nie mam chęci ani siły żeby się uczyć, nie mam siły by żyć. Moim największym marzeniem w tej chwili nie jest już idealna, szczupła sylwetka, ale święty spokój. Chcę żeby wszyscy dali mi ten święty spokój. Żeby nikt nic nie chciał. Pragnę się wyspać, pobyć sama, przemyśleć wszystko. Oczywiście nadal chce być szczupła. Ale w tej chwili wymiotowanie stało się u mnie normalnością, dniem codziennym. Nie wyobrażam sobie w tej chwili żeby jeść i nie wymiotować. Najgorsze są te wyrzyty sumienia, że cokolwiek jem, ten głos w głowie, który mi zabrania, albo każe jeść do syta i iść do łazienki. Czuję się wtedy beznadziejnie, jak nic nie warta dziewczyna, która nie ma swojego życia towarzyskiego.

Jem czekoladę – rzygam czekoladą, to absurdalne...

Ja nie przygotowałam się do życia, od czasu do czasu chciałabym zgłosić "NP" tak jak w szkole. Nawet gdybym chciała to już nigdy mogę nie być normalna, zdrowa. Tak się czasem zastanawiam o czym myślą zdrowi ludzie? Jak to jest gdy nie ma się w głowie cały czas elementu kalorii, tłuszczu i węglowodanów? Jak to jest gdy jecie coś nie wiedząc ile to ma kalorii? Jak to jest? Tego wam zazdroszczę zdrowi ludzie, zazdroszczę wam normalności. Ja nie widzę jedzenia, widzę kalorie, tysiące kalorii... Patrzę na jedzenie przez pryzmat kalorii. Pomidor to dla mnie 13 kcal w 100 gramach, pączek 310 w sztuce, chipsy 530 w setce, jedna kawa 5, mentos 15, guma do żucia 2, kiszona kapusta 11, jabłko 80, baton corny linea 84, serek wiejski 94. Mogę tak wymieniać bez końca, listy produktów w mojej głowie są ogromne. Jeżeli jada się w miarę normalnie i raczej się nie ogranicza zjada się w ciągu dnia 2 lub 3 tysiące kalorii. Ja zjadam tyle albo i więcej podczas jednego napadu. Tysiące kalorii, w trzydzieści minut równowartość dwóch dni, po kolejnych dziesięciu minutach już ich we mnie nie ma. Znowu pozornie odzyskuję swoją czystość, znowu unikam patrzenia w lustro. Pozorną czystość, czystość, która już mnie nie dotyczy.
Chciałabym znaleźć moment w którym straciłam kontrolę. Wrócić do niego i nie popełnić drugi raz tego samego błędu. Nie zamykać się w mojej głowie, bo to jest tak, że w tych chwilach uciekasz do zakamarków swojej głowy, duch ciało opuścił.

Bonita Darłowska

(częściowo zachowano oryginalną pisownię)

Aby przeczytać kolejny fragment kliknij tutaj

Chcesz aby Nasza działalność dalej się rozwijała?
dotacja anima humana
Strona główna   Aktualności   Kontakt   Kopiowanie całości lub fragmentów bez zgody autora zabronione. monitoring pozycji admin Czernecki Dariusz Google